RSS   |   
Zarejestruj się   |    Zaloguj się   |    Zaloguj przez facebook
Oświęcim » Mały Igorek z Oświęcimia wygrał straszną walkę z rakiem

Mały Igorek z Oświęcimia wygrał straszną walkę z rakiem

2010-08-27, Aktualizacja: 2010-08-27 16:01

Polska Gazeta Krakowska Monika Pawłowska

Narodziliśmy się po raz drugi - takiej treści SMS rozesłali do rodziny, przyjaciół i znajomych rodzice walczącego z nowotworem Igorka Bartosza, pięciolatka z Oświęcimia. Lekarze z niemieckiego Instytutu Nuklearnego UK Freiburg, gdzie Igorek trafił ostatnio na konsultacje medyczne, nie znaleźli śladu nowotworu. Chłopiec jest już zdrowy!

Nareszcie razem szczęśliwa i uśmiechnięta rodzina Bartoszów, od lewej Monika, Janosz, Igor i Albert (© Leszek Pniak)

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij»
Konsylium złożone z radiologów, onkologów, laryngologów i neurochirurgów nie znalazło ani jednej komórki nowotworowej. Resztki guza, które pozostały w uchu, są martwe, a kość czysta, po prostu zregenerowała się.

- To prawdziwy cud! - mówią zgodnie Monika i Albert Bartoszowie, rodzice Igorka. - Jechaliśmy do instytutu pełni obaw, a tu taka dobra wiadomość. Nasz syn jest zdrowy i operacja nie jest konieczna - cieszą się rodzice. Gdyby w uchu pięciolatka pozostała choć jedna żywa komórka nowotworowa, wówczas lekarze podjęliby się zabiegu. W sytuacji, kiedy martwe resztki guza położone są zbyt blisko aorty, specjaliści nie podejmą tego ryzyka. Uszkodzenie aorty mogłoby doprowadzić u chłopca do niedotlenienia, paraliżu i innych trwałych urazów.

Rodzice nie wierzyli własnym uszom. Profesor Udo Kontny dwukrotnie musiał ich przekonywać, że ich dziecku nic nie grozi, że guz świetnie zareagował na chemio- i radioterapię, że pozostałości po nowotworze są niewielkie, co bardzo dobrze rokuje na przyszłość.
∨ Czytaj dalej
W związku z tym lekarze już nie musieli aplikować chłopcu chemii w tabletkach, która stanowi ostatni etap leczenia.

- Jesteśmy bardzo szczęśliwi - wyznaje Albert Bartosz. - Przyznaję, że przez pierwsze dwa dni byłem w takim szoku, że nie mogłem się cieszyć, dopiero potem jakby spadł ze mnie pięćdziesięciokilogramowy garb hodowany przez osiem miesięcy. Teraz jestem cały w skowronkach - dodaje. Rzeczywiście. Wchodząc do mieszkania rodziny Bartoszów, od progu czuje się szczęście i radość. Rodzice witają nas promiennym uśmiechem, a mały Igor rzuca nam się na szyję.

- Jestem zdrowy i nie potrzebuję już słonika (wejście centralne w klatce piersiowej) - szczebiocze Igor. - Byłem już w przedszkolu, od września będę chodził do starszaków - cieszy się rozkładając na stole atlas świata. Bezbłędnie rozpoznaje flagi państwowe, kontynenty i czyta z prędkością karabinu maszynowego. To jedyny plus choroby.

- Miał na naukę całe osiem miesięcy - mówi Monika Bartosz. - Teraz czeka go nadrabianie innych zaległości, to jest czas dla całej naszej rodziny - dodaje. Bartoszowie teraz biorą życie garściami. A Igor marzy o podróży do Kanady i na Jamajkę. Dlaczego tam?

- Tam jeszcze nie byłem - odpowiada rezolutnie. Na razie w pokoju gra w piłkę nożną. Wytrwale trenuje, bo chce w przyszłości zostać piłkarzem.

Przeczytałeś?

Oceń ten artykuł
+

Ocen pozytywnych

Ocen negatywnych

0 0
-

Komentarze

Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Sonda

Czy Twoje dziecko znalazło miejsce w przedszkolu?

Ogłoszenia motoryzacyjne

Ogłoszenia pracodawców