Mały Igorek z Oświęcimia wygrał straszną walkę z rakiem

Narodziliśmy się po raz drugi - takiej treści SMS rozesłali do rodziny, przyjaciół i znajomych rodzice walczącego z nowotworem Igorka Bartosza, pięciolatka z Oświęcimia. Lekarze z niemieckiego Instytutu Nuklearnego UK Freiburg, gdzie Igorek trafił ostatnio na konsultacje medyczne, nie znaleźli śladu nowotworu. Chłopiec jest już zdrowy!
Nareszcie razem szczęśliwa i uśmiechnięta rodzina Bartoszów, od lewej Monika, Janosz, Igor i Albert
 Leszek Pniak

Konsylium złożone z radiologów, onkologów, laryngologów i neurochirurgów nie znalazło ani jednej komórki nowotworowej. Resztki guza, które pozostały w uchu, są martwe, a kość czysta, po prostu zregenerowała się.

- To prawdziwy cud! - mówią zgodnie Monika i Albert Bartoszowie, rodzice Igorka. - Jechaliśmy do instytutu pełni obaw, a tu taka dobra wiadomość. Nasz syn jest zdrowy i operacja nie jest konieczna - cieszą się rodzice. Gdyby w uchu pięciolatka pozostała choć jedna żywa komórka nowotworowa, wówczas lekarze podjęliby się zabiegu. W sytuacji, kiedy martwe resztki guza położone są zbyt blisko aorty, specjaliści nie podejmą tego ryzyka. Uszkodzenie aorty mogłoby doprowadzić u chłopca do niedotlenienia, paraliżu i innych trwałych urazów.

Rodzice nie wierzyli własnym uszom. Profesor Udo Kontny dwukrotnie musiał ich przekonywać, że ich dziecku nic nie grozi, że guz świetnie zareagował na chemio- i radioterapię, że pozostałości po nowotworze są niewielkie, co bardzo dobrze rokuje na przyszłość. W związku z tym lekarze już nie musieli aplikować chłopcu chemii w tabletkach, która stanowi ostatni etap leczenia.

- Jesteśmy bardzo szczęśliwi - wyznaje Albert Bartosz. - Przyznaję, że przez pierwsze dwa dni byłem w takim szoku, że nie mogłem się cieszyć, dopiero potem jakby spadł ze mnie pięćdziesięciokilogramowy garb hodowany przez osiem miesięcy. Teraz jestem cały w skowronkach - dodaje. Rzeczywiście. Wchodząc do mieszkania rodziny Bartoszów, od progu czuje się szczęście i radość. Rodzice witają nas promiennym uśmiechem, a mały Igor rzuca nam się na szyję.

- Jestem zdrowy i nie potrzebuję już słonika (wejście centralne w klatce piersiowej) - szczebiocze Igor. - Byłem już w przedszkolu, od września będę chodził do starszaków - cieszy się rozkładając na stole atlas świata. Bezbłędnie rozpoznaje flagi państwowe, kontynenty i czyta z prędkością karabinu maszynowego. To jedyny plus choroby.

- Miał na naukę całe osiem miesięcy - mówi Monika Bartosz. - Teraz czeka go nadrabianie innych zaległości, to jest czas dla całej naszej rodziny - dodaje. Bartoszowie teraz biorą życie garściami. A Igor marzy o podróży do Kanady i na Jamajkę. Dlaczego tam?

- Tam jeszcze nie byłem - odpowiada rezolutnie. Na razie w pokoju gra w piłkę nożną. Wytrwale trenuje, bo chce w przyszłości zostać piłkarzem.

  • Polska Gazeta Krakowska
Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować Nie działa? Spróbuj wyłączyć Adblock samodzielnie w ustawieniach.