reklama

Zginęło 30 osób, dziewięć zostało rannych. Dzisiaj mija 41. rocznica katastrofy autobusowej w Wilczym Jarze WIDEO + ZDJĘCIA

JAKZaktualizowano 
Zginęło 30 osób, dziewięć zostało rannych. Mija 41. rocznica katastrofy autobusowej w Wilczym Jarze Mat. archiwalne
Dzisiaj, w piątek 15 listopada, mija dokładnie 41 rocznica tragedii w Żywcu - Oczkowie. Była to największa katastrofa drogowa w naszym regionie. Zginęło w niej 30 osób, a dziewięć zostało rannych. Jest to druga pod względem liczby ofiar (po katastrofie autobusu pod Gdańskiem w 1994) katastrofa drogowa w powojennej historii Polski, a największa w naszym regionie. Zobaczcie zdjęcia i relacje świadków.

Wszedłem do tego autobusu. Miał powyrywane blachy, więc po takich ożebrowaniach dostałem się do środka. A tam było inferno. Istne piekło. Czarno i woda chlupała, jak w jakiejś sztolni. Byłem przerażony – opowiadał przed kilkoma laty Dziennikowi Zachodniemu emerytowany strażak, podpułkownik Czesław Pruski, oglądając archiwalne zdjęcia z akcji ratowniczej w Wilczym Jarze w podżywieckim Oczkowie.

W katastrofie dwóch autobusów zginęło wtedy 30 osób. To druga pod względem liczby ofiar (po katastrofie autobusu pod Gdańskiem w 1994 r.) katastrofa drogowa w powojennej historii Polski. Właśnie minęła kolejna rocznica tej tragedii.

Godzina 4.50

Był 15 listopada 1978 roku. Bardzo wczesny ranek. Ciemno i zimno, kilka stopni poniżej zera.

W stronę mostu w Wilczym Jarze podążały, jak każdego dnia, autobusy wypełnione górnikami z Żywiecczyzny, jadącymi do pracy w śląskich kopalniach. Sunęły stromymi, krętymi drogami.

Dwoma z nich – autosanami H9-03 o numerach rejestracyjnych BBA 020E oraz KX 5579 – podróżowali pracownicy KWK Brzeszcze, KWK Mysłowice oraz lędzińskiej KWK Ziemowit. Tuż po godz. 4.50 autosany najpierw jeden, a zaraz później następny wpadły w poślizg, przerwały metalowe barierki, po czym spadły z wysokości 18 metrów z mostu do Jeziora Żywieckiego. Chwilę potem przejmującą ciszę przerwały odgłosy wody wlewającej się do zniszczonych autobusów i przerażone głosy tych, którzy widzieli wypadek i zaczęli wzywać pomocy.

Cisza i ciemność

Kazimierz Semik był wówczas wicenaczelnikiem miasta. Właśnie wybierał się służbowo do Krakowa, kiedy dotarła do niego wiadomość o wypadku w Wilczym Jarze.

– Na dworcu dowiedziałem się, co się stało i kazałem się zawieźć na miejsce – opowiadał reporterowi DZ Kazimierz Semik. – Nim zszedłem na dół, gdzie leżały autobusy, dwa razy się wywróciłem – tak było wszędzie ślisko. Było minus pięć stopni.

Tragedia w Wilczym Jarze WIDEO

Czesław Pruski o tragedii dowiedział się tuż po piątej.

– Mieszkałem obok szpitala. Nim dojechał do mnie mój kierowca, już byłem ubrany. Jeździłem do każdego pożaru, więc w przedpokoju wisiały ubrania bojowe. Wskoczyłem w saperki, wciągnąłem gacie, żona podała mi zieloną kurtkę. Kiedy zszedłem na dół, powiedział: „Komendancie – Wilczy Jar”. Odpowiedziałem: „No to jedziemy”. Ale jak on jechał tą wołgą! Ile fabryka dała! Przez żywiecki rynek przejechał na dwóch kołach – opowiadał podpułkownik, a wówczas kapitan Pruski. I dodał: – Podczas jazdy układałem w głowie, co robić, jak wydawać poszczególne dyspozycje. Kiedy dojechaliśmy, było niesamowicie ciemno i cicho. Wyszedłem z auta. Widzę, że bariera wyrwana. Kręcą się ludzie z innych autobusów.

Najtrudniejsza chwila

Najpierw górnicy, a później strażacy wyciągnęli ciała pasażerów ze zniszczonych autobusów. Były układane na brzegu, identyfikowane przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i odwożone do prosektorium. Zginęło 27 górników, wdowa po zmarłym dwa tygodnie wcześniej w wypadku drogowym górniku kopalni Brzeszcze oraz dwóch kierowców.

Zobaczcie koniecznie

Kazimierz Semik wspominał, że pojawiła się nieścisłość co do liczby ofiar katastrofy.
– Pamiętam, że Czesław Pruski powiedział do nieżyjącego dziś wicewojewody Antoniego Kobieli, że wszystkie zwłoki zostały wydobyte. Obok niego stał prokurator. Stwierdził, że ciał jest nie 30, a 31. Zapanowała konsternacja. Wojewoda Kobiela powiedział do mnie: „Chłopcze, wsiadaj do samochodu, jedź do prosektorium i policz zwłoki”. Tak też zrobiłem. Dla mnie to była najtrudniejsza chwila, bo wśród zabitych były dwie osoby, które bardzo blisko znałem z PKS-u, czyli Józefa Adamka i Bolesława Zonia. W prosektorium okazało się, że zwłok jest 30, a to jedno ciało to była kobieta, która zmarła tej nocy. To, co zobaczyłem w prosektorium, to był koszmar. Przypomniały mi się filmy z Oświęcimia. Zabici leżeli jeden na drugim, bo nie było miejsca – opowiadał Semik.

Przyczyny wypadku

W oficjalnym komunikacie Polskiej Agencji Prasowej, w oświadczeniu, pod którym podpisał się prokurator prokuratury wojewódzkiej w Bielsku-Białej, czytamy: „[…] Przyczyną katastrof drogowych było niezachowanie przez kierowców prędkości bezpiecznej (poniżej 30 km/godz.) w chwili wjazdu na most i właściwej techniki jazdy, […] co miało miejsce w szczególnie niekorzystnych warunkach atmosferycznych. W nocy temperatura spadła do minus 6 st. Celsjusza. Świadkowie mówili, że na drogach w pobliżu zbiorników wodnych tworzyły się białe osady zamarzniętych kropel rosy”.

Pamięć o tragedii

Tragedię w Wilczym Jarze upamiętnia tablica, postawiona tuż przy moście. Alfabetyczną listę zabitych otwierają i zamykają kierowcy: prowadzący pierwszy autobus Józef Adamek – ojciec znanego boksera Tomasza Adamka i drugi pojazd – Bolesław Zoń. Trzy najmłodsze ofiary miały po 18 lat, najstarsza 48.

Nie przegapcie

Wideo

Materiał oryginalny: Zginęło 30 osób, dziewięć zostało rannych. Dzisiaj mija 41. rocznica katastrofy autobusowej w Wilczym Jarze WIDEO + ZDJĘCIA - Dziennik Zachodni

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3