Kierowca seicento, który zderzył się z Beatą Szydło: 150 tys. złotych ze zbiórki na nowy samochód zostało sprzeniewierzone

Artur Drożdżak
Artur Drożdżak
Sebastian Kościelnik kierowca seicento
Sebastian Kościelnik kierowca seicento Artur Drożdżak
O tym wypadku mówiła cała Polska. 10 lutego 2017 roku Sebastian Kościelnik spowodował wypadek (jak uznał sąd), w którym ucierpiała ówczesna premier Beata Szydło. Sąd Rejonowy w Oświęcimiu na rok próby warunkowo umorzył sprawę. Oto co dziś mówi kierowca seicento.

FLESZ - Cała Polska w strefie żółtej

To, co się stało, to pech, przypadek, zrządzenie losu?

To po prostu był zbieg okoliczności, nieszczęśliwy wypadek - tak jak inne tego rodzaju wypadki.

Warunkowe umorzenie na rok próby - czy ten wyrok z lipca pana zaskoczył?

Nie da się ukryć: spodziewałem się surowszego wyroku niż ten, który został ogłoszony.

Prokurator Rafał Babiński dziwił się w mowie końcowej na procesie w Oświęcimiu, że pan nie przeprosił Beaty Szydło. Mówił również, że kierowca Biura Ochrony Rządu właściwie uratował panu życie, bo powinien pana staranować trzytonową limuzyną.

W dalszym ciągu podtrzymuję słowa, które wypowiedziałem zaraz po wyjściu z sądu, że taka wypowiedź prokuratora była po prostu bezczelna i nie na miejscu.

Pana adwokat, mecenas Władysław Pociej, złożył apelację od nieprawomocnego orzeczenia, krakowska prokuratura też. Nie widać końca tej historii. Czy ona dalej wpływa na pana życie?

Tak. Aktualnie musiałem dojeżdżać do oświęcimskiego sądu z większej odległości, bo teraz mieszkam w Poznaniu.

Po wyroku oświęcimski sąd złożył doniesienie w prokuraturze, wskazując na winę kierowcy BOR. To był dość nieoczekiwany ruch.

Dla mnie to nie było zaskoczenie. Już wcześniej z opinii biegłych wynikało, że inni kierujący - w tym wypadku kierowca BOR - mógł się przyczynić do wypadku.

Prokuratura odmówiła wszczęcia tego śledztwa z doniesienia sądu. To z kolei był dość spodziewany ruch.

Dla mnie było zaskoczeniem, że tak szybko podjęto decyzję o odmowie wszczęcia tego postępowania.

Niektórzy uważają, że kierowcy Biura Ochrony Rządu i Służby Ochrony Państwa budzą na drogach grozę. Pana obrońca podawał w czasie procesu, że obie wymienione formacje w latach 2016-2019 brały udział w 168 kolizjach i wypadkach. Wiele z nich wydarzyło się z winy BOR-u i SOP-u.

Do takich wypadków z udziałem wymienionych formacji dochodzi coraz częściej. W mediach bardzo często czytałem o tym, że sami kierowcy SOP wspominają o braku szkoleń w tym zakresie i o przyjmowaniu ludzi do służby bez odpowiednich szkoleń.

Zabrano panu prawo jazdy. Jeździ pan?

Prawo jazdy nie zostało mi zabrane, jeżdżę cały czas. Trzy dni po zdarzeniu pojechałem autem na przesłuchanie do prokuratury. Żadnych wypadków już później nie miałem.

Była zbiórka na nowe auto dla pana. Zebrano 150 tysięcy złotych. Gdzie są te pieniądze?

Była taka zbiórka. Z tego co się dowiedziałem, to jej organizator wraz z żoną sprzeniewierzył te pieniądze na własne cele, po czym sam na siebie doniósł do prokuratury w tej sprawie. Śledczy na podstawie maila, którego do nich wysłał, wszczęli postępowanie i dość szybko je umorzyli. Podobno próbowali to jakoś wszystko odkręcić, ale im się nie udało. Prokuratura umorzyła sprawę, a potem wszczęto ją od nowa. Teraz - z tego, co wiem - toczy się już trzecie z kolei postępowanie w tej sprawie w Prokuraturze Okręgowej w Krakowie

Dzieli pan życie do i od wypadku?

Z powodu wypadku zrezygnowałem ze studiów. Wszystko to, co się potem działo, kolidowało z moją nauką, te ciągłe dojazdy do prokuratury.

Po wypadku był wyjazd z Oświęcimia. Gdzie pan mieszkał przez te ostatnie trzy lata?

Wyprowadziłem się na drugi koniec Polski, bo aż do odległego Olsztyna, a ostatnio do Poznania. To jest bardzo daleko od moich rodzinnych stron.

Czym była podyktowana decyzja, by przenieść się na drugi koniec kraju?

Tak się złożyło, że w czasie wakacji poznałem moją dziewczynę i po dłuższym okresie zapadła nasza wspólna decyzja, by się przeprowadzić w jej rodzinne strony, do Olsztyna właśnie.

Słyszy pan nazwisko Beata Szydło. Co przychodzi do głowy?

Nic specjalnego. Po prostu: była pani premier.

Po wypadku premier Szydło napisała do pana prywatny list, ale zaraz został on opublikowany na antenie TVP Info.

Była taka sytuacja. Ten list był prezentowany w telewizji, a ja otrzymałem go ze 40 minut później. To było zadziwiające: w nagłówkach była informacja, że premier Beata Szydło wysyła list do sprawcy wypadku. Do mnie nie dotarł, a już był w mediach.

Poważne obrażenia stwierdzono u Beaty Szydło. A u pana?

Na dobrą sprawę nie zostałem nawet przebadany po tym całym zdarzeniu. Dwa dni po zajściu sam pojechałem na obdukcję, ale stwierdzono tylko stłuczenie kolana.

Na mocy nieprawomocnego wyroku ma pan zapłacić Szydło i kierowcy BOR 1000 złotych nawiązki, ale nie musi pan ponosić kosztów procesu i naprawy rządowej limuzyny. To chyba ulga?

Tak, ale ostatnio zdziwiło mnie, że prokurator złożył już apelację od wyroku - chce, bym to jednak ja poniósł wszelkie koszty postępowania. On się nie zgadza, by w mojej sprawie umorzyć wszelkie koszty, czyli naprawy auta i sprawy sądowej.

Czuł pan, że jako szary obywatel zderza się z ogromną machiną państwa?

Tak, cały aparat państwa został uruchomiony w krótkim czasie, by wykazać moją winę i potem to zaangażowanie długo trwało.

Rafał Trzaskowski raz odprowadzał pana do sądu w Oświęcimiu. Wystąpił pan na konwencji Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. To deklaracja polityczna?

Absolutnie nie. Tak się złożyło, że dostałem zaproszenie na konwencję i skorzystałem z tej okazji.

Pójdzie pan w politykę? Hasło gotowe już pan ma: Człowiek, który przeżył zderzenie z władzą.

To był tylko incydent, nie zamierzam angażować się w politykę. To nie jest moja bajka.

Jak skończy się pana sprawa przed sądem odwoławczym? Czy jest pan dobrej myśli?

Ja w dalszym ciągu mam nadzieję, że zostanę w pełni uniewinniony, ale jak się to potoczy - nie mam pojęcia. To już wszystko jest w rękach krakowskiego sądu.

Czego panu życzyć?

W dobie pandemii? Po prostu zdrowia.

Wideo

Materiał oryginalny: Kierowca seicento, który zderzył się z Beatą Szydło: 150 tys. złotych ze zbiórki na nowy samochód zostało sprzeniewierzone - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie