Jeździec rodeo z Oświęcimia. Szymon Wierzchosławski ma bogatą kolekcję tytułów mistrzów Europy i Polski w ujeżdżaniu koni i byków [GALERIA]

Bogusław Kwiecień
Bogusław Kwiecień
Szymon Wierzchosławski ma w dorobku kilkadziesiąt medali mistrzostw Europy i Polski w ujeżdżaniu koni i byków
Szymon Wierzchosławski ma w dorobku kilkadziesiąt medali mistrzostw Europy i Polski w ujeżdżaniu koni i byków Zbiory Szymon Wierzchosławski / Facebook
Największym marzeniem Szymona Wierzchosławskiego, jeźdźca rodeo jest posiadanie własnego rancza. Ma nadzieję, że już w przyszłym roku w Oświęcimiu powstanie jego stajnia westernowa. Tymczasem już może pochwalić się długą listą sukcesów w ujeżdżaniu koni i byków. Chce także popularyzować rodeo w Małopolsce.

Pół setki tytułów kowboja z Oświęcimia

Szymon Wierzchosławski ma w dorobku ok. pół setki medali mistrzostw Europy i Polski. Do tego wygrał trzykrotnie klasyfikację „Rider od the Year” w Polsce za 2017, 2018 i 2019 rok, czyli ranking zawodników zajmujących najwyższe pozycje w konkurencjach Polish Cowboy Race. Może też pochwalić się tytułem mistrza Europy Środkowej Węgierskiego Stowarzyszenia Rodeo za cały 2017 rok. Bardzo ceni sobie również wygraną w Stanach Zjednoczonych, ojczyźnie rodeo. To były nieoficjalne zawody w Arizonie, bo w oficjalnych mogą startować jeźdźcy tylko z amerykańskimi licencjami. Było tam jednak wielu zawodników z licencjami, którzy startują w najbardziej prestiżowych imprezach za oceanem.

Satysfakcję ma tym większą, że ostatnie trzy lata były trudne dla niego ze względu na kontuzję.

- W 2018 roku nieszczęśliwie spadłem z byka na zawodach BULL RIDING we Włoszech. Kontuzja się odnawiała. Na początku 2019 miałem operację i ponad pół roczną rehabilitację

– mówi Szymon Wierzchosławski.

Stąd w ostatnich latach poświęcił się przede wszystkim jeździe konnej. W tym roku postanowił powrócić do BULL RIDING, ale z kolei sytuacja na świecie związana z pandemią koronawirusa pokrzyżowała jego plany. Organizatorzy odwoływali zawody.

Za mało adrenaliny

Jazda na koniach to w rodzinie Szymona Wierzchosławskiego tradycja. Od najmłodszych lat spędzał całe dnie w stajni rodziców w Zabrzu, bo jak podkreśla, konie to nie tylko przyjemność z jazdy. Wcześniej trzeba je oporządzić, nakarmić, wyszczotkować, potem dochodzi lonżowanie, czyli prowadzenia na uwięzi i tzw. zajeżdżanie młodych koni przygotowywanych pod siodło. Jeśli to jest jeden koń to może nie jest to duży problem, ale jeśli jest ich 20...

Jego ojciec Janusz startował we wszechstronnych konkursach konia wierzchowego (WKKW), na które składają się ujeżdżanie, cross i skoki przez przeszkody. Na początku myślał, żeby pójść w ślady ojca i uprawiać WKKW. Chociaż to jedna z najbardziej widowiskowych końskich konkurencji, to młodemu Szymonowi było za mało.

Z czasem w tajemnicy przed rodzicami razem z braćmi urządzali sobie karkołomne jazdy w terenie. Potem były zawody westernowe polegające m.in. na łapaniu młodych byków w pełnym galopie. Zaczynał, mając zaledwie 17 lat. Zaczął odnosić sukcesy.

- Z czasem okazało się, że ciągle mi jeszcze mało adrenaliny - przyznaje jeździec. I tak zaczęła się jego wielka przygoda z rodeo. Szybko piął się w górę w europejskiej hierarchii jeźdźców.

Droga do takich sukcesów nie jest prosta. Jeździec podkreśla, że stoją za nimi ogromna praca na treningach. Gdy zaczynał w Polsce, rodeo nie było specjalnie popularne. Nie było kogo podpatrywać. Oglądał więc kasety wideo z pokazów w USA i westerny. Intuicyjnie wymyślał też swoje metody ćwiczeń nad utrzymaniem równowagi i refleksem, które w tej konkurencji liczą się szczególnie. Godzin spędzonych na beczce zawieszonej na linach nawet nie liczy.

Osiem długich sekund

Wyjazd z boksu to jest główny punkt programu, ale walka zaczyna się wcześniej. Każdy z jeźdźców losuje byka i konia, na którym będzie startował. Jednocześnie trwa swoista wojna psychologiczna. Właściciele byków straszą, jakie to groźne zwierzęta przywieźli. W zawodach oceniani są nie tylko kowboje, ale także właśnie byki. Te ostatnie dostają punkty za agresywność, szybkość, wysokość skoków oraz zmiany kierunku. Liczy się też, kiedy pozbędą się jeźdźca z grzbietu.

Rodeo to ekstremalny sport

Szymon Wierzchosławski nie ukrywa, że rodeo to ekstremalny i niebezpieczny sport. Zdarza się, że kowboje wpadają pod kopyta byka lub wierzgającego konia. - Są byki, które po zrzuceniu kowboja jeszcze próbują atakować go rogami - dodaje jeździec. Sam miał już kilka kontuzji. - Jeśli jednak ktoś raz tego spróbuje, to nie chce przestać - dodaje kowboj, jeden z wąskiego grona zawodowych jeźdźców rodeo w Polsce.

Jak przekonuje, zwierzętom na rodeo nie dzieje się krzywda. Byki są trenowane jak sportowcy. Są otoczone staranną opieką, specjalnie karmione.

Szymon Wierzchosławski prowadzi też grupę kaskaderów konnych Red Simon Wild West Show i uczy jeździectwa.

Do Oświęcimia trafił kilka lat temu za sprawą swojej dziewczyny Basi i tu rozwija swoją życiową pasję. W Polsce większość zawodów w stylu western i rodeo odbywa się na Górnym i Dolnym Śląsku. Dlatego chce rozpowszechniać jazdę western w Małopolsce, zwłaszcza w powiecie oświęcimskim.

FLESZ - Gotowanie dla relaksu. To nowa pasja Polaków

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie