Małopolska zach. Wykluczenie komunikacyjne, to problem wielu miejscowości. Nie masz samochodu, lepiej zostań w domu [ZDJĘCIA]

Monika Pawłowska
Monika Pawłowska
Mieszkańcy i turyśi odwiedzający Zator skarżą się na złą komunikację.
Mieszkańcy i turyśi odwiedzający Zator skarżą się na złą komunikację. Nadesłane
Wykluczenie komunikacyjne, to problem wielu mieszkańców małych miejscowości Małopolski. Gmina Zator liczy blisko 9,5 tys. mieszkańców, jednak jeśli wziąć  pod uwagę turystów coraz liczniej odwiedzających miejscowe parki rozrywki, liczba  ta sezonowo wzrasta kilkukrotnie. Niczym „grzyby po deszczu” powstają miejsc noclegowe, do których niezmotoryzowani turyści mają problem z dotarciem. Podobnie jak mieszkańcy z dojazdem gdziekolwiek. Nie mając własnego środka lokomocji, są zdani na komunikację publiczną, własne nogi, albo… siedzenie w domu.

Kliknij w przycisk „zobacz galerię” i przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE.

Kłopotliwy wyjazd z Zatora w którąkolwiek stronę świata. Mieszkańcy i turyści w szoku

Środek tygodnia w ub. tygodniu, kwadrans przed godz. 18. Na przystanku w Zatorze kilka osób czeka na ostatniego busa do Oświęcimia, kiedy pojawia się czteroosobowa rodzina, mama z dziećmi. Rozpaczliwie „przeczesują” telefony komórkowe i studiują kilka powieszonych na przystanku rozkładów jazdy.

- Przepraszam, czy bus do Krakowa już pojechał? Bo nic tu nie mogę odnaleźć

- pyta zdenerwowana kobieta. - Nie możemy znaleźć żadnego rozkładu jazdy w internecie, a z tego tutaj wynika, że ostatni do Krakowa był o 17.30. Czy jest jakieś inne połączenie? Pytam, bo my z Gdańska przyjechaliśmy do Energylandii i zupełnie nie mamy pojęcia, jak i czym się stąd wydostać– dodaje kobieta.

Od nastolatka słyszy, że do Krakowa odjechał chwilę temu i niestety do rana już nie ma szans na busa do Krakowa. Na pociąg równie, bo te zaczną kursować dopiero od najbliższej soboty. Radzi, by „uderzać” na Oświęcim, może stamtąd łatwiej będzie dojechać do stolicy Małopolski.

Z błędu wyprowadza kobietę kierowca busa, który właśnie podjechał na przystanek.

- Nawet niech się pani „nie pcha” na Oświęcim, ostatni bus do Krakowa jest o 18.13, nie ma szans, żebyśmy zdążyli

– odparł kierowca - twierdzi kierowca.

Zrezygnowana kobieta zostaje z rodziną na przystanku. Nie wiemy co zrobili, czy zdecydowali się na podróż taksówką, czy może nocleg?

Mieszkańcy Zatora wspominają dobre czasy i marzą o lepszej komunikacji

- Doskonale pamiętam czasy, gdy z Zatora  jeździły autobusy do Zakopanego, Bielska- Białej, Rabki, a nawet Kudowy Zdroju

– mówi Janusz Czerwik, mieszkaniec Rudz w gminie Zator. - Teraz do Andrychowa w ogóle z Zatora nie dojedziesz, a przecież to miejscowość „rzut beretem”, nie wspomnę już o Krakowie, albo Oświęcimiu i Wadowicach, gdzie w niedzielę  i święta w ogóle nie dojedziesz. Nie wiem, jak władze Zatora i powiatu wyobrażają sobie szeroko pojęty rozwój gminy, skoro nie potrafią zaspokoić  jednej z podstawowych potrzeb mieszkańców  dotyczącej komunikacji - dodaje.

Przyznaje, że nie ma samochodu i często pieszo wraca do domu, oddalonego od Zatora o trzy kilometry.

- Poza tym jest również sytuacja - moim zdaniem kuriozalna, którą stworzyli urzędnicy starostwa, zatwierdzając rozkłady jazdy. W jednym kierunku kursują busy w odstępie trzech minut, a później przez dwie godziny nie ma  żadnego kursu. To po prostu są jakieś jaja

- denerwuje się Janusz Czerwik. - Przecież ludzie mają różne sprawy, ktoś jest np. umówiony na konkretną godzinę do lekarza, potrzebuje jechać gdzieś dalej, chce dojechać na zajęcia, a to nikogo nie obchodzi. Podstawowym argumentem jest to, że kurs jest nieopłacalny i nikogo nie interesuje obywatel, który płaci podatki, pełni określone role społeczne. Ktoś wymyślił gminę Zator jako region turystyczny, a popełnił tak kardynalny błąd. Mieszkańcy małych miejscowości nie są wcale  gorsi od  mieszkańców np. Warszawy, w której  metro kursuje w dni  powszednie co 10 minut, w godzinach  nocnych i w święta co godzinę, do tego jeszcze są  tramwaje i autobusy miejskie i podmiejskie – dodaje.

Spróbuj dojechać z Olkusza do Chrzanowa komunikacją publiczną

Te dwa miasta leżą w odległości 20 km od siebie, ale między nimi nie ma żadnych połączeń. - Nadal jest tak, jakby między nami była granica, jak w czasie zaborów - mówi Kamil Strączek z Olkusza, który kilka lat temu znalazł dobrą pracę w Chrzanowie. Z żoną mieli jeden samochód. - Dopóki nie urodził nam się syn, to ja brałem samochód. Potem jakiś czas jeździły busy, ale je zlikwidowali. Kupiliśmy drugi samochód, ale jak się np. zepsuł, to nie miałem jak jechać. W końcu znalazłem pracę w Krakowie, choć to w odległości 40 km, to o wiele łatwiej tam dojechać - mówi.

Kompetencje pracowników wydziału komunikacji i transportu

Przedsiębiorca zamierzający wykonywać regularne przewozy osób musi uzyskać zezwolenie na wykonywanie przewozów na terenie danego powiatu, w wypadku powiatu oświęcimskiego, wydaje starosta oświęcimski w uzgodnieniu z prezydentem Oświęcimia, burmistrzami i wójtami gmin, przez które przebiega linia komunikacyjna. Warunkiem uzyskania dokumentu jest złożenie w Starostwie m.in. rozkładu jazdy, który podlega zatwierdzeniu, a wcześniej weryfikacji. Urzędnicy sprawdzają, czy wnioskodawca uzgodnił zasady korzystania z przystanków wskazanych w rozkładzie, czy właściwie wpisał ich nazwy, a także czy poprawnie wpisał odległości między przystankami, czas przejazdu oraz prędkość techniczną.

- Weryfikacja nie obejmuje godzin odjazdów w odniesieniu do kursów wykonywanych przez innych przewoźników

- informuje Iwona Olszewska-Warzecha, naczelnik wydziału komunikacji Starostwa Powiatowego w Oświęcimiu. - W przepisach regulujących zasady zatwierdzania rozkładów jazdy brak zapisów, które ograniczałyby przewoźnikom prawo wykonywania kursów o tej samej lub zbliżonej godzinie. Organ z kolei nie posiada żadnych uprawnień do dokonywania koordynacji kursów, które mają być wykonywane na linii. Może odmówić udzielenia zezwolenia jeżeli zostanie wykazane, że projektowana linia regularna stanowić będzie zagrożenie dla już istniejących linii regularnych, z wyjątkiem sytuacji, kiedy linie te są obsługiwane tylko przez jednego przewoźnika lub przez jedną grupę przewoźników. Przy czym w świetle obowiązujących unormowań, zbieżność godzin odjazdów środków transportowych nie stanowi zagrożenia dla już istniejących linii - dodaje.

Tym sposobem nic się nie zmieni. Miasta, gminy być może z pomocą rządu powinny tworzyć wspólne komunikacje na większą skalę niż dotychczas. Obecnie np. w Olkuszu i Chrzanowie autobusy miejskie jeżdżą do sąsiednich gmin. W oświęcimskim - z Oświęcimia jadą m.in. do Chełmka i Brzeszcz. Kęcka komunikacja była kiedyś połączona w andrychowską, ale stworzono dwie spółki. Z Wadowic można dojechać do wsi w gminie. Ale w żaden sposób nie są z sobą skomunikowane.

Linie kolejowe są w remontach, ale ich sieć jest rzadka. Prywatne busy jeżdżą tam, gdzie to jest opłacalne, czyli głównie między większymi miastami Małopolski zachodniej a Krakowem, Katowicami czy Bielskiem.

Jest wiele miasteczek i wsi w regionie, gdzie bez samochodu ani rusz.

FLESZ - Voucher turystyczny ważny przez dwa lata

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie